piątek, 22 maja 2015

Rozdział 7 "Hej skarbie"

~Violetta~
Jus rozgościł się w moim domu. Teraz siedzimy u mnie w pokoju rozmawiamy, śmiejemy się i wygłupiamy. Justin jeszcze nic nie wie o moim szatańskim planie. Może to już czas zapytać go o to? Tak to ta chwila.
-Justin.
-Tak?
-Mam do ciebie pewną sprawę.
-Wal.
-Będziesz udawał mojego chłopaka?
-Ale jak to?
-Jest tak- opowiedziałam mu całą historię- Chcę mu pokazać, że jego wyznanie miłości nic dla mnie znaczyło, że nie rusza mnie to czy z Camilą jest czy też nie...- tu mi przerwał.
-Wchodzę w to!
-Dziękuję.
-No w końcu czego się nie robi dla przyjaciółki.
-Dziękuję, dziękuję.
-Wiem. wiem jestem najlepszy.
-Ja tak nie powiedziałam-udawałam oburzenie.
-Ale tak myślisz.
Resztę dnia spędziliśmy śmiejąc się, wygłupiając i oglądając filmy.
~Następnego dnia~
Wstałam o 7.15. Dziś znowu do szkoły... Zeszłam na dół. Justin już jadł w śniadanie.
-Śadaj zjemy i cię odprowadzę do szkoły a sam pójdę do dyrektora się zapisać.
-Justin wiesz, że dziś zaczynamy plan?
-Tak Vilu. Tylko pokarz mi jak on wygląda.
-Spoko.- Pokazałam mu zdjęcie Leóna na telefonie.
-Okey. Czyli tak...- tutaj omówiliśmy cały nasz plan. Po zjedzeniu śniadania samochodem Justina pojechaliśmy do szkoły. Przed wyjściem z jego czarnego BMW powiedział:
-Gotowa?
-Jak nigdy.
Po wyjściu złapaliśmy się za ręce i skierowaliśmy się w stronę wejścia do szkoły. León i Camila tam stali jakiś metr od wejścia. Specjalnie ustaliśmy niedaleko nich.
-Kochanie muszę iść na lekcje. Za chwilę dzwonek.- Powiedziałam a on w tym czasie położył ręce na mojej talii i jeszcze bardziej przyciągnął do siebie. Kątem oka widziałam minę Verdasa. Bezcenne.
-Ja pójdę do dyrektora i zapiszę się tutaj. Ale najpierw chcę dostać słodkiego buziaka.-
Bez uprzedzenia bardzo namiętnie go pocałowałam. Oddawał każdy pocałunek. A poza tym całkiem nieźle całuje. Po chwili oderwaliśmy się od siebie.
-Kocham cię.
-A ja cb.- wypowiedziałam te słowa po czym weszłam do szkoły. Widziałam Leóna. Niech czuje się tak jak ja kiedy zobaczyłam go z Camilą. Przecież się w nim zakochałam! Tak przyznaję się do tego. Pierwsza dziś jest matematyka.
-Hej Lu.- krzyknęłam widząc dziewczynę na korytarzu.
-Dlaczego mi nie powiedziałaś?-zapytała prosto z mostu.
-Chodź coś Ci powiem.- skierowałyśmy się do łazienki. Tam powiedziałam jej wszystko.
-Tylko pamiętaj nikomu nie mów.-zakończyłam.
-Tak wiem. Na mnie możesz liczyć.-
Po chwili na korytarzu rozległ się dźwięk  dzwonka. Poszłyśmy na lekcje. Te 45 minut tak się dłużyły... Ale wydostaliśmy się z tej przeklętej klasy matematycznej. Nienawidzę tego przedmiotu tak jak Camili Molfese. Całe szczęście teraz 15 minut przerwy.
-Violetta!- wrzasnęła Francesca
-Tak?- odparłam spokojnie. Włoszka ustała przede mną a koło niej znalazła się Naty.
-Dlaczego nam nie powiedziałaś?-
Zaciągnęłam je do łazienki. Zachowywały się dokładnie tak jak Ludmila.
-Nikomu nic nie powiemy.
-Mam nadzieję.
Idąc pod klasę spotkałam Justina. Trzeba było udawać bo nasze gołąbeczki były niedaleko.
-Hej skarbie- pochylił się aby mnie pocałować w policzek
-Cześć. Przyjął Cię?- jego mina nagle posmutniała
-No jasne! Od poniedziałku zaczynam naukę.
-Bardzo się cieszę.
-O której dziś kończysz?- zapytał
-Za półtorej godziny będę w domu.
-To ja jadę. Zrobię nam co do jedzenia.
-Okey. Cześć.- przytuliliśmy się na pożegnanie i mój udawany chłopak wyszedł ze szkoły.
~*****~
Po trzech godzinach beznadziejnych lekcji nadszedł czas na Religię-lekcja na której na dobrą sprawę robimy co chcemy. Weszliśmy jak zawsze chłopaki po jednej stronie sali a dziewczyny po drugiej i rozmawiamy albo z przeciwną stroną rzucamy się karteczkami.
-Proszę księdza mogę wyjść do łazienki?-zapytałam, czym oderwałam go od laptopa.
-Tak proszę- odpowiedział nawet na mnie nie patrząc.
Na moje nieszczęście na korytarzu była klasa Leóna. Chciałam przejść tak aby nikt mnie nie zauważył ale niestety to się nie udało. Szłam w stronę łazienki. Po chwili poczułam, że ktoś popycha mnie na ścianę. To był León. Przyparł mnie do niej jeszcze bardziej i zaczął mnie całować. Nie wiem dlaczego ale go nie odepchnęłam tylko oddawałam pocałunki...
~*******~
Hej!
Dzięki za komentarz pod szóstką.
2 komentarze=next

sobota, 16 maja 2015

Rozdział 6 "Justin"

Violetta~
Całował się z Camilą! León całował się z Camilą! Wiedziała co do niego czuje! Wszystkie wiedziały. A ona mi wyskakuje z takim czymś. Nienawidzę jej.
- Hej Vilu!- krzyknęła Lu
-Cześć. Wiedziałaś o tym?- zapytałam kiwając głową w stronę nadal całującej się pary. Miałam ochotę podejść i dać Camili otwartą ręką w twarz albo od razu zabić. Ona dla mnie nie istnieje.
-Dopiero przed chwilą ich zobaczyłam. Oni w ogóle do siebie nie pasują. Współczuję ci, wiem jak teraz możesz się czuć.- powiedziała z troską w głosie.
-Chodźmy z szkoły. Ile dziś mamy lekcji?
-Dobrze. Cztery. Czemu pytasz?
-Nic.
Weszłyśmy do szkoły, i poszłyśmy do sali w której ma odbyć się lekcja matematyki, której z całego serca nienawidzę.
~Po lekcji matematyki~
Pójdę jeszcze tylko na następną lekcje, potem się zrywam. Nie mam zamiaru oglądać naszej zakochanej parki. Idąc do następnej sali, spotkałam Camile.
-Jak się trzymamy Vilu?-zapytała z tym swoim sztucznym uśmieszkiem
-Zejdź mi lepiej z drogi, bo nie ręcze za siebie.- warknęłam
-Słodka zemsta.
-Nic ci nie zrobiłam.
-Nie? Już nie pamiętasz jak odebrałaś mi Sebę?- zapytała.
Kurwa to on mnie wtedy podrywał a potem gadał jej, że było na odwrót i zawsze wychodziło, że to moja wina. Ona mi nie wierzyła wolała mu. Na szczęście wyjechał.
-Ile razy mam Ci powtarzać, że to on mnie podrywał? Myślałam, że już Ci przeszło.
-I tak nie wierzę. Chcę abyś poczuła się tak jak ja po starcie Seby.
-Mogłaś wymyślić jakiś inny plan zemsty, żebym ucierpiała tylko ja a nie León. On nie jest niczemu winny. - I co z tego.
-Robisz to tylko dlatego, że się w nim zakochałam?
- Czytasz mi w myślach? Camila odchodzi.- powiedziała i odeszła gwiazda naszego liceum.
~Po angielskim~
Wyszłam ze szkoły. Na moje nieszczęście przy bramie stał León, Diego i Fede.
-Cześć Violka- powiedzieli równocześnie
-Zrywasz się?- zapytał chłopak naszej gwiazdeczki
-Akurat ciebie to powinno najmniej interesować.- warknęłam i ruszyłam za "wrota" naszej szkoły.
Po chwili poczułam, że ktoś łapie mnie za nadgarstek. Odwróciłam się. To był León.
-Violetta.
-Bardzo się cieszę, że znasz moje imię.- odpowiedziałam mu obojętnie.
-Słyszałem końcówkę rozmowy twojej i Cami.- o nie! No to wpadłam. -No i?
-Kocham cię.
-Oj nie ładnie Verdas. Przecież masz swoją gwiazdeczę.
-Mówie serio.
-Masz dziewczynę Verdas.- powiedziałam i odbiegłam. Czułam, że do oczu napływają mi łzy. Pozwoliłam im swobodnie płynąć po moich policzkach. I tak już byłam prawie w domu. Gdy się tam znalazłam od razu pobiegłam na górę, do swojego pokoju. Tam już na dobre się popłakałam. W końcu zasnęłam.
~Kilka godzin później~
Obudziłmnie roznosząca się po pokoju nuty piosenki "See you again" co znaczy, że dzwoni Lu. Odebrałam.
-Czego?
-Wow, wow, wow, wow Violka nie tak ostro.
-Słucham panno Ferro- powiedziałam z ironią w głosie.
-Od razu lepiej. Martwimy się o Ciebie.
-Nic mi nie jest. Nara- wypowiedziałam te słowa i się rozłączyłam. Położyłam się ponownie na łóżko. Po jakichś pięciu minutach znowu zadzwonił telefon. Nie patrząc na wyświetlacz odebrałam z myślą, że to znowu dzwoni Ludmila.
-Czego znowu?-warknęłam
-Ej Viola nie tak ostro.-odezwał się głos w słuchawce, który od razu poznałam.
-Justin. Czemu dzwonisz?-zapytałam już z uśmiechem na ustach.
-Jestem w Buenos Aires i chciałem się zapytać czy dopóki sobie czegoś nie znajdę mogę zostać u Ciebie?
-Jasne i tak jestem sama w takim wielkim domu. To kiedy będziesz?
-Za piętnaście minut.
-Spoko, czekam.
Rozłączyłam się i uśmiechnięta wstałam z łóżka. Spojrzałam w lustro. Boshe jak ja wyglądam. Rozmazany makijaż, potargane włosy. Trzeba się ogarnąć. Poszłam do łazienki. Zmyłam stary makijaż i nałożyłam nowy. Uczesałam włosy i przebrałam się w dresy z niskim stanem i białą bokserkę. Po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi. Zeszłam na dół i otworzyłam.
-Justin.
-Viola.
Patrzyliśmy na siebie. Muszę powiedzieć, że Jus jest naprawdę przystojny ale nie przystojniejszy od Leóna... Stop Violka.
Kit, że niedawno wyznał Ci miłość. Nie możesz o nim tak myśleć. Teraz musisz mu pokazać, że wcale się tym nie przejmyjesz. Że nie interesuje cię to czy on jest z Camilą czy też nie. Musisz pokazać mu, że jesteś silna! Mam pewien plan, jak Camili i Leónkowo to wszystko pokazać.
~*~*~*~*~*~
Szóstka gotowa. 2 komentarzy pod poprzednim nie doczekałam się, więc publikuję teraz. Proszę o komentarze. Ja nie wiem w ogóle mam dla kogo pisać. Niby wyświetleń jest już mnóstwo ale czy ktoś czyta?
Więc tak:
1 komentarz-next

wtorek, 5 maja 2015

Rozdział 5 "Wyjeżdżamy..."

~Violetta~
- Ludzie powiedzcie Anie (nasza nauczycielka) , że musiałam szybko biec do przedszkola, ponieważ Victorkowi coś się stało. - Powiedziałam i pobiegłam w stronę drzwi. Na jego punkcie mam totalnego fioła. Nawet jak on płacze jest mi przykro. Biegłam w stronę przedszkola, na szczęście żłobek jest niedaleko. Wpadłam jak oparzona. Nie interesowało mnie to czy na kogoś wpadam, czy też nie liczy się tylko mój kochany maluszek.
-Dzień dobry. Gdzie jest Victor Casas?
-Jest u pielęgniarki.- Odpowiedziała z obojętnością nie miła baba. Nienawidzę takich ludzi. Pobiegłam do gabinetu wymienionej kobiety.
-Dzień dobry- wypowiedziałam na szybko, biegnąc w stronę Victora.  Miał usztywnioną rączke.
-Co mu jest?- zapytałam wyglądającą na miłą kobietę.
-Ma złamaną rączke. Zaraz wypiszę skierowanie do szpitala a tam zrobią mu prześwietlenie i najprawdopodobniej będzie miał rękę w gipsie. - Każde słowo analizowałam bardzo dokładnie.
-A jak to się stało?- zapytałam po chwili
-Tego nikt nie wie. Po prostu jakoś tak wyszło. Chłopiec był cały czas pod opieką więc nikt nie wie jak i kiedy to się stało.
-Dziękuję. Mogę go zabrać do domu?
 -Niech pani chwilę poczeka.
-Dobrze.
Kobieta napisała coś na kartce po czym mi ją podała. Wzięłam malucha na ręce.
-Dziękuję bardzo. Do widzenia.
-Proszę. Do widzenia. Wyszłam z pomieszczenia i skierowałam się w miejsce w którym León zostawił wcześniej wózek. Wsadziłam go do pojazdu i wyszłam z budynku. Po chwili byliśmy już w domu. Miałam go cały czas przy sobie. Musimy jechać do szpitala ale ja nie mam prawka. Viola myśl! Żeby rozwiązanie tego problemu stało za drzwiami. Chyba ktoś przyszedł. Poszłam otworzyć drzwi a za nimi stał León.
-Część. Co z młodym?
-Ma złamaną rękę- odpowiedziałam krótko.- Musimy jechać do szpitala.
-Trzeba było odrazu powiedzieć. Gdzie jest fotelik?
-U niego w pokoju.
~Kilka dni później~
Vic ma ręke w gipsie ale już jest okey. Przez ten cały czas był ze mną León. Wspierał mnie i pomagał. Wiem, że czuje do niego coś więcej niż tylko zwykłą przyjaźń. To... miłość. David i Maria już wrócili. Chcą dziś mi znowu coś powiedzieć. Więc idę na dół a potem z Lu, Cami, Naty i Fran idziemy na zakupy, bo dziś jest sobota. Pora zejść na dół.
-Hej. Co chcieliście mi powiedzieć?- zapytałam zmierzając ku kanapie na której siedziała para a maluch bawił się na podłodze.
-To jest tak- zaczął David- my wyjeżdżamy- kontynuował- i zabieramy ze sobą Vic'a.- dokończył.
-Na jak długo?- zapytałam zaciekawiona.
-Na rok.- odezwała się tym razem Maria.
-Jak to na rok? Mam wrócić na wieś? Zmieniać liceum? Zostawić przyjaciół? Nie wiedzieć malucha?- zadawałam mnóstwo pytań na raz. Miałam wymalowany smutek na twarzy.
-Musimy jechać do moich rodziców do Hiszpanii. Nie wracasz na wieś, nie zmieniasz szkoły. Będziemy cały czas przysyłać Ci zdjęcia Victora.- mówił mój szwagier.
-To gdzie będę mieszkała?
-Tutaj.
-Jak to?
-Uzgodniliśmy z rodzicami, że zostaniesz tutaj. Jesteś już prawie dorosła i możesz sama zamieszkać. Dom jest bezpieczny w twoich rękach i my to dobrze wiemy. O pieniądze i opłaty nie musisz się martwić. My za wszystko zapłacimy i co miesiąc będziemy przysyłać Ci fundusze na własne wydatki.-zakończyła monolog Maria.
-Kiedy wyjeżdżacie?
-Już dziś...
-Będę za wami bardzo tęsknić.
-My za tobą też. Chcielibyśmy Cię zabrać ale wiemy też, że ty nie chcesz.-mówił ze smutkiem w głosie David.
-David chyba trzeba się zbierać.
-Tak kochanie. Pożegnaj się z nim Violetto.
~3 godziny później~
Wyjechali. Byłam z dziewczynami na zakupach, które nie należą do najfajniejszysz. Lu cały czas była w innym świecie. Cami cały czas wisiała na telefonie. Ja byłam smutna, bo w końcu mam powód.  Tylko Fran i Naty zachowywały się tak jak zwykle. Jeszcze León się w ogóle nie odzywał a do tego wygadałam się dziewczynom, że zakochałam się w nim...
~Następnego dnia~
Zostałam sama w takim dużym domu. Pora wstać, dziś szkoła. Idę sama, ponieważ umówiliśmy się dopiero na miejscu. Dom jest taki pusty. Wstałam, zrobiłam wszystkie poranne czynności, ubrałam się w czarne spodnie, luźną, białą koszule do tego sneakersy tego samego koloru. Zeszłam na dół i zjadłam jogurt na śniadanie, po czym wyszłam z domu. Po chwili znalazłam się pod szkołą. To co tam zobaczyłam połamało moje serce na tysiąc kawałeczków...
*~*~*~*~*~*
Dziękuje za. ponad 3000 wyświetleń. Przydały by się jeszcze komentarze. A co do rozdziału. Wiecie co zobaczyła Vilu? 
2 komentarze=6 rozdział
Kasia Blanco :*

niedziela, 3 maja 2015

Jestem smutna...

Hej!
Dziękuje za ponad 3 tyś. wyświetleń.
Jednak nowych komentarzy brak. 
I jest mi z tego powodu bardzo przykro. 
Mam rozumieć, że to opowiadania wam się nie podoba i w konkursie nikt nie weźmie udziału?
Jest mi strasznie, strasznie przykro. 
Jeśli nie zaczną pojawiać się komentarze po prostu zawieszę tego bloga, bo to nie ma najmniejszego sensu. 
Ci którzy nie mają bloga nie zrozumieją ile taki jeden komentarz znaczy dla kogoś kto już od dłuższego czasu się tym zajmuje. 
Jaka to jest motywacja do dalszego pisania. 
Widzę, że ja nie mam jakichś wiernych czytelniczek czy coś w tym rodzaju...
Więc tak jak wspominałam: brak nowych komentarzy- blog zawieszony. 
KASIA BLANCO

czwartek, 23 kwietnia 2015

Rozdział 4 "Z Victorem coś nie tak..."

~Violetta~
Wstałam wcześnie rano, ponieważ Maria i David chcieli abyśmy śniadanie zjedli razem, ponieważ chcieli mi coś powiedzieć. Poszłam do łazienki wykonałam wszystkie poranne czynności po czym zrobiłam lekki makijaż i uczesałam się. Ubrałam się w niebieską sukienkę, beżowe buty typu sneakers. Do tego biała torebka do której włożyłam pamiętnik, błyszczyk, słuchawki i telefon po czym zeszłam na dół. Przy stole już siedziała para.
-Dzień dobry- powiedziałam
-Cześć-odpowiedzieli razem. Dosiadłam się do stołu. Wzięłam kanapkę z Nutellą po czym nalałam sobie herbaty. 
-To co chcieliście mi powiedzieć?-odezwałam się po chwili.
-Violu -zaczął David-musimy wyjechać w sprawach służbowych.- kontynuował
-Chcieliśmy zapytać się czy zajmiesz się Victorem przez ten czas.-wtrąciła się Maria
-Nie ma sprawy-odpowiedziałam szybko aby nie trzymać ich dłużej w niepewności.-Kiedy wyjeżdżacie i na ile?-zapytałam
-Wyjeżdżamy dziś a nie będzie nas trzy dni. Jesteś najlepsza Violu. Nawet nie wiesz jak jesteśmy Ci wdzięczni.-powiedział mój ulubiony szwagier a Maria spojrzała na mnie z wdzięcznością. Spojrzałam na zegarek. Była 7:50. 
-Victor śpi?-zapytałam
-Nie. Zjadł śniadanko i poszedł się bawić.
-Okey. Idę go ubrać.
Weszłam do pokoju malucha, który leżał na podłodze.
-Hej misiu.- powiedziałam do maluszka, który słysząc mnie podniósł się z miejsca na którym leżał i od razu do mnie podbiegł po czym przytulił. Ubrałam go w szare rurki, koszulkę z napisem "CBA- Czasem Bywam Aniołkiem" i do tego buciki typu skejty marki Nike. Po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi. Wzięłam małego na ręce i zeszłam po schodach. Puściłam go na podłogę a on od razu pobiegł w stronę Davida. Ruszyłam wpuścić gości.
-Cześć.- powiedział León
-Hej.Wejdź. Pójdziesz ze mną zaprowadzić mojego siostrzeńca do przedszkola.
-Jasne. 
-Violetto my musimy już jechać.- odezwała się Maria 
-Dobrze.- siostra podeszła do mnie i pocałowała w policzek po chwili znalazł się koło nas także David z Victorem na ręku. Moja siostra ucałowała także maluszka. David też się pożegnał tak jak moja siostra
-Tylko grzecznie mi tu.- powiedział spoglądając raz na mnie raz na Leóna. -Trzymaj mojego skarba. - oddał mi maluszka a sam popędził na górę. Wzięłam wózek Vic'a, który stał w przedpokoju. Wsadziłam go do niego. León przyglądał się temu wszystkiemu z zaciekawieniem.
- Będzie z ciebie dobra matka.- odezwał się po chwili 
-Yyy dzięki. Możemy już iść.- powiedziałam wskazując ręką na drzwi. Otworzył je po czym przytrzymał abym mogła wydostać się z pojazdem młodego na zewnątrz. Szliśmy powoli i w ciszy.
-Kochasz go?- zapytał 
-Kogo?
-Victora.
-To jedyny mężczyzna w moim życiu.- odpowiedziałam z uśmiechem na ustach na co on zaczął się śmiać.
- A tak w ogóle skąd wiesz gdzie mieszkam?
- Nie ważne. Mogę poprowadzić wózek. 
- A nie masz swojego?-zapytałam przez śmiech.
-No proszę.
-Okey, trzymaj.
Victor widząc, że nie ja prowadzę jego pojazd zaczął płakać, ale nie długo, ponieważ León zaczął robić jakieś głupie miny. Dziecko nie wiedziało co ma robić, więc przyglądało mu się z zaciekawieniem. Po chwili i ja i Victor wybuchnęliśmy śmiechem.
Dotarliśmy do żłobka. León wyjął małego z wózka a ja odstawiłam go na odpowiednie miejsce. Razem odprowadziliśmy go do odpowiedniej sali i oddaliśmy pod opiekę koleżanki Marii. Potem poszliśmy do naszej szkoły. Całą drogę się wygłupialiśmy. Dlatego też spóźniliśmy się na lekcje. Ja na biologię, której naprawdę nienawidziłam a León na chemie, której nie lubił tak jak ja biologii. Trzy godziny później
Jest przerwa, którą spędzam z przyjaciółkami (Lu, Naty, Fran i Cami) z mojej klasy i chłopakami z wyższej klasy czyli León, Federico, Maxi, Broduey i Diego. Usłyszałam piosenkę z mojego telefonu In my dream, co oznaczało, że ktoś dzwoni. Spojrzałam na wyświetlacz. Przedszkole. Odebrałam. Dyrektorka powiedziała mi, że z Victorem coś nie tak...
****
Jest i czwóreczka.
Kasia Blanco

niedziela, 19 kwietnia 2015

One shot "Wybacz mi"~ Jortini część 3

        Dziękuję za ponad 2 tyś.
                   wyświetleń!
                  Kocham was!
~Martina~
Wieczór
Dzień minął mi bardzo szybko, ponieważ Jorge zabrał mnie na lody, do wesołego miasteczka, a wieczorem na piknik. Oczywiście nie obyło się bez tłumów piszczących dziewczynek. Teraz czekam na Jorge w jego pokoju, ponieważ poszedł się wykompać a ja to zrobiłam przed nim. Włączyłam TV, zaczęłam przeskakiwać kanały ale nie znalazłam nic ciekawego. Po chwili do pokoju wszedł mój chłopak.
-Myślałem, że śpisz- powiedział
-Bez Ciebie?- zapytałam na co on się uśmiechnął.
-Ruggero i Val chyba są razem.- Oznajmił jak gdyby nigdy nic.
-Cooo?- krzyknęłam
-Wychodząc z łazienki widziałem jak się całują.
-Idę do nich!- szybko odpowiedziałam
-Nie, nie ty nigdzie nie idziesz. Chyba, że ze mną do łóżka.- mówiąc to poruszał zabawnie brwiami.
-Spać- dopowiedziałam.
Polożyłam się, a chwilę później Jorge już leżał na przeciwko mnie i przytulił do swojej wysportowanej klaty. Wyłączyłam TV i lampkę po czym zasnęłam.
Rano
Kiedy się obudziłam Jorge już nie było. Dziś jest sobota i chyba pójdę na spacer. Ubrałam się i zeszłam na dół. Przy stole w kuchni siedział Rugg z Val.
-Dzień dobry. Wiecie może gdzie jest Jorge?
- Cześć. Wyszedł wcześnie rano do studia nagraniowego.
-Spoko. Dzięki.- odpowiedziałam.
-Zjesz z nami?
-Nie dziękuję. Idę do salonu, obejrzeć coś w telewizji. -Nie było nic ciekawego więc zostawiłam na MTV. Po reklamach było jakiś program na żywo.
-Młody, przystojny piosenkarz Jorge Blanco i jego nowa dziewczyna Stephie Camarena!- powiedział jeden z dziennikarzy, po czym na ekranie pojawił się filmik nagrany kilka minut wcześniej. Automatycznie zalałam się łzami. Wybiegłam z TEGO domu. Uciekłam do swoich czterech ścian. Polożyłam się na łóżko. Po chwili usłyszałam piosenkę Remady`ego i Manue- L`a zatytułowaną "In my dream" oznajmiający,  że ktoś dzwoni. Wzięłam telefon do ręki i zobaczyłam, że to Lodovica. Postanowiłam odebrać.
-Tak.- powiedziałam z udawanym entuzjazmem.
-Tini jutro wieczorem jest bal w Studio. Mała niespodzianka od Pablo i Antonio.
-Dzięki, za info. Na stówe będę. Cześć.- powiedziałam po czy się rozłączyłam. Nareszcie zakończyła się ta rozmowa. Nie mam ochoty na rozmowę z kim kolwiek. Na bal pójdę. Oderwę się od tego wszystkiego. Tak bardzo za NIM tęsknię ale co to da? On mnie zranił a obiecał! Po chwili znowu "odezwał się" mój telefon. To był ON.
O nie, odebrałam!
-Tini, kochanie gdzie jesteś?
-Nie interesuj się! Idź do swojej dziewczyny!
-Przecież ty nią jesteś.
-A taka Stephie Camarene mówi ci to coś?!- zapytałam po czym się rozłączyłam i znowu zalałam się łzami.
Następny dzień. Godzina 17:00
Wczoraj cały dzień przepłakałam. Wieczorem przyszedł Rugg, próbował pocieszać ale się poddał. Teraz jestem już prawie gotowa do wyjścia. Założyłam krótką, fioletową sukienkę bez ramiączek, do tego czarne szpilki i torebka tego samego koloru. Włosy zostawiłam rozpuszczone, tylko grzywkę upięłam do tyłu.
2 godziny później
Od godziny już jestem z większością swoich przyjaciół w Studio i się bawimy. Nie ma tylko JEGO. Może to i dobrze. Po chwili muzyka i reflektory zostały wyłączone i na sali zapadł zmrok i cisza.
-Tini wybacz mi.- powiedział dobrze mi znany głos do mikrofonu. Kilka świateł się zapaliło. To był Jorge. Muzyka zaczęła grać a on po chwili dołączył swój śpiew:
Can’t can’t can’t go
Can’t can’t can’t go
Can’t can’t can’t go
Can’t can’t can’t go

Can’t live a day without you baby
Oh no…
If you’re not here I don’t know what I’m living for
You stared right in my eyes and said
Go slow
‘Cause you’ve been hurt with that not once but twice before

I I I I
I don’t wanna fi-i-i-ight
You wanna say you trust me now but then you go and change your mind
I I I I
Do it every ti-i-i-ime
Just because he hurt you bad it’s in the past
I just wanna love you like that

She said don’t let go
‘Cause I’ve been hurt before
Said I’ve been hurt before
Yes, I’ve been hurt before

So I said oh no no no
No, I won’t let you go
No, I won’t let you go
No, I can’t let you go

I can’t let go
Even if I tried
I can’t, I can’t sleep at night
Swallow my pride and let it die
‘Cause I I can’t let go
Even if I tried
I can’t, I can’t sleep at night
I can’t, I can’t say goodbye
‘Cause I I can’t let go

Can’t can’t can’t go
Can’t can’t can’t go
Can’t can’t can’t go
Can’t can’t can’t go

Nobody seems to understand
Why I stay
When I know you’re letting her push at me away
You got me working overtime oh yea
And just to see that witsy smile upon your face

I I I I
I don’t wanna fi-i-i-ight
You wanna say you trust me now but then you go and change your mind
I I I I
Do it every ti-i-i-ime
Just because he hurt you bad it’s in the past
I just wanna love you like that

She said don’t let go
‘Cause I’ve been hurt before
Said I’ve been hurt before
Yes, I’ve been hurt before

So I said oh no no no
No, I won’t let you go
No, I won’t let you go
No, I can’t let you go

I can’t let go
Even if I tried
I can’t, I can’t sleep at night
Swallow my pride and let it die
‘Cause I I can’t let go
Even if I tried
I can’t, I can’t sleep at night
I can’t, I can’t say goodbye
‘Cause I I can’t let go

Can’t can’t can’t go
Can’t can’t can’t go
Can’t can’t can’t go
Can’t can’t can’t go

I can’t let go
Can’t let can’t let can’t let

I can’t let go
Even if I tried
I can’t, I can’t sleep at night
Swallow my pride and let it die
‘Cause I I can’t let go
Even if I tried
I can’t, I can’t sleep at night
I can’t, I can’t say goodbye
‘Cause I I can’t let go

Can’t live a day without you baby
Oh no…
If you’re not here I don’t know what I’m living for... (od aut. Faydee- Can't let go). Byłam tak strasznie wzruszona. Stał na przeciwko mnie.
-Powiedz mi dlaczego?- zapytałam ze łzami w oczach smutku i radości, ponieważ napisał dla mnie piosenkę.
-Głupio wyszło. Byłem do tego zmuszony, ponieważ mój menager mi kazał, mówiąc, że dzięki niej będę bardziej znany. Ale jeśli mam być znany i płacić utratą Ciebie. To ja rezygnuje. Proszę wybacz mi. Przepraszam.
Nic nie odpowiedziałam tylko go pocałowałam.
-To znaczy, że mi wybaczasz?- zapytał po chwili
-A jak myślisz?- odparłam z uśmiechem na ustach.
-Kocham Cię Tini. Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo.
-Ja Ciebie też.
5 lat później
Dzięki Jorge, który się nie poddał jesteśmy szczęśliwym małżeństwem, mamy bliźniaków Olivera i Fabiana. Ktoś może powiedzieć że jestem jeszcze za młoda na rozdzinę ale z moim mężem wszystko jest możliwe. Przejdziemy przez życie razem. Kochamy się i nic tego nie zmieni.  Kiedy patrzyłam na innych rodziców bawiących się ze swoimi pociechami zazdrościłam im, a teraz sama mam dwóch łobuzów i najukochańszego Jorge.
Ruggero nie dawno oświadczył się Valerii a ona jest w ciąży. Układa im się jak i innym naszym przyjaciołom.
Ta historia dobiegła końca... Nie,ona dopiero się zaczyna...
            ~~~~~~~~~~
Ostatnia część OS`a. Jak się podoba? Jeszcze raz bardzo wam dziękuję za tyle wyświetleń.
Kasia Blanco :*

sobota, 18 kwietnia 2015

Rozdział 3 "Dobranoc"

~Violetta~
(...) siedział pewny zielonooki szatyn.
-Kim jesteś?- zapytałam
-Jestem León Verdas. Nowy uczeń w waszym liceum. To ja cię złapałem kiedy straciłaś przytomność.
-A czemu tu siedzisz?
-Bo się o ciebie bardzo martwię.
-Jestem Violetta.
-A teraz nie ruszaj się nigdzie, idę po lekarza.- powiedział.
-Bardzo śmieszne- odparłam z nutką ironii w głosie. Usłyszałam tylko jego śmiech zza drzwi. Jak mam się ruszać z tym wszystkim przyczepionym do mojego ciała? No jak? Po chwili do sali wszedł León z dwoma mężczyznami w bialych fartuchach. Wspominałam już, że León jest bardzo przystojny? (od aut. zdj na dole).
-Dobry wieczór Violetto.- powiedział jeden z gości a drugi podszedł i odpiął ode mnie cały sprzęt po czym wyszedł.
-Co mi jest?- zapytałam.
-Już wszystko w porządku. Jesteś  trochę odwodniona i chyba nie jadłaś śniadania. Już dziś możesz wracać do domu.
-Czy jest tu moja siostra?
-Nie ale jest szwagier.
-Może go doktor poprosić?
-Tak. Życzę miłego wieczoru- powiedział spoglądając na mnie i na szatyna.
-Dziękuję.- odpowiedziałam krótko. Po chwili do sali wszedł David.
-Cześć- powiedział- od teraz nie wychodzisz z domu jeśli nie zjesz śniadania.- kontynuował.
-Dlaczego nie ma Marii?
-Nie chciała brać ze sobą Vic'a. Dlatego jestem tu ja. A co nie cieszysz się na mój widok?- zażartował.
-Nie- powiedziałam z uśmiechem na ustach.
-Wy się znacie?- zapytałam.
-Tak. Moi rodzice od pewnego czasu współpracują z Davidem.- powiedział León, który rozsiadł się na krzesełku na co szwagier się uśmiechnął.
-Ubieraj się- podał mi jakieś ubrabia-a ty León chodź ze mną na korytarz.- kontynuował po czym obaj wyszli. Szybko się ubrałam. Spojrzałam na zegarek w telefonie. Była 22:30. O Boże! Ile czasu ja tak spałam?! Mimo to i tak odczuwam zmęczenie. Wyszłam z pomieszczenia i razem z chłopakami wyszliśmy do samochodu. Jechaliśmy w ciszy. David odwiózł najpierw Leóna. Jednak mieszka całkiem nie daleko mnie. Ma jakieś 200 metrów do mojego domu i 300 do szkoły. Weszłam do domu i nie obyło się bez pytań Marii czy wszystko w porządku. Powiedziałam, że idę się wykompać i też tak zrobiłam.
Po wyjściu z łazienki poszłam jeszcze na chwileczkę do pokoju mojego, małego Victora. Tak słodko spał. Ucałowałam go leciutko i wyszłam do siebie. Położyłam się do łóżka. Po chwili usłyszałam dźwięk wydobywający się z mojego telefonu oznajmiający, że dostałam sms'a.
Otworzyłam ją.
Od: Nieznany numer.
Dobranoc. León
Z kąd on ma mój numer? Zapisałam sobie jego po czym odpisałam:
Do: León
Skąd masz mój numer?
Polożyłam się pod kołdrę. Włączyłam ogromny plazmowy telewizor wrzuciłam na kanał z muzyką. Na odpowiedź nie musiałam długo czekać.
Od: León
Nie ważne. Idziesz jutro do sql?
Odrazu odpisałam
Do: León
Tak, czemu pytasz?
Po chwili...
Od: León
Jutro o ósmej po cb przyjdę a teraz spać. Dobranoc.
Co przyjdzie po mnie?! Nie wiem dlaczego ale bardzo się cieszę.
Do: León
Okey, okey. Dobranoc.
Dlaczego on chce po mnie przyjść? Co mnie do niego tak przyciąga? Wszędzie go widzę. Już nic nie rozumiem. Tyle pytań a zero odpowiedzi... Po chwili zasnęłam...
***
Hej!
Przychodzę do was z następnym rozdziałem. Czekam na wasze opinie.
Komentujesz=Motywujesz
Kasia Blanco